sobota, 7 kwietnia 2012

Życzenia Wielkanocne


Zmartwychwstanie Pana
niechaj budzi z rana
dzwonem rezurekcji
światu wszemu wieszcząc
nadzieję wszechmocną
rozproszenia mroków
i olśnienia blaskiem
rozlania radości
szerokim potokiem

oczekując Świąt szczodrych

dzielę się nowiną dobrą
z najlepszymi życzeniami
NAJSERDECZNIEJ WAS POZDRAWIAM

                         Jadwiga Zgliszewska


 Radosnych Świąt wszystkim życzę.

P.S. 
Aśko dziękuję Ci za wspaniałą kartkę z życzeniami :).

niedziela, 1 kwietnia 2012

Jak długo rośnie rzeżucha?

Przyznać się muszę, że nigdy nie miałam wielkiego zapału do uprawy jakichkolwiek roślin. W sumie, to chyba nic (oprócz rzeżuchy) nigdy nie posiałam, czy też posadziłam. Przynajmniej tego nie pamiętam. W tym roku jednak coś we mnie zaskoczyło. Ogród, który trzeba będzie jakoś zagospodarować, na blogach wiele sesji zdjęciowych z siania, czy też, już w późniejszym czasie zdjęcia z ogrodów, spowodowały, że nie chciałam już tylko oglądać, ale sprawdzić jak to jest z tym zajmowaniem się roślinami.
Na początek posiałam więc różne zioła (bazylię, majeranek, tymianek itp.). I okazało się, że sprawia mi ogromną radość codzienne przyglądanie się moim roślinkom. Jak powoli, dzień po dniu, coś się w nich zmienia. Jak zaczynają powolutku kiełkować i z dnia na dzień robią się coraz większe:).

Na zdjęciach poniżej efekty przyglądania się kiełkowaniu rzeżuchy na kuchennym parapecie. Nie wiedziałam jak długo rośnie sobie taka rzeżuszka. Nie sprawdzałam nigdzie, ale przekonałam się o tym sama. Tydzień - mojej tyle zeszło :).
Kto chciałby wyhodować rzeżuchę specjalnie na Wielkanoc, to dzisiaj lub jutro jest ostatni dzwonek:).


A tutaj już cebulka.



Jeśli chodzi o szycie, to mało ostatnio oddaję się temu zajęciu. Malowania i innego rodzaju remontowe sprawy pochłaniają nas do reszty. Z szyciem muszę więc troszkę poczekać.
Nie może być jednak tak, że w blogu o szyciu nie będzie zdjęcia uszytej rzeczy. Będzie. Poszewka z haftem, która powstała już jakiś czas temu. Czas się chyba jednak nie liczy, ważne, że zrobiona moimi rękami :P.




Pozdrawiam słonecznie, wietrznie, deszczowo, śniegowo i gradowo. Taki to kociołek pogodowy jest dzisiaj u nas za oknem... i coś mi się wydaje, że w większości regionów Polski jest podobnie (w końcu to przeplatany kwiecień już mamy;).

środa, 21 marca 2012

Czas na ciasteczka

Dziś będzie o ciastkach, ciasteczkach i kawie:).
Wszystko to bowiem znajduje się na hafcie, który ostatnio wyszyłam. Już dawno nie wyszywałam nic wielokolorowego. Ostatnio królowały u mnie tylko hafty monochromatyczne. Postanowiłam zmienić to i trochę zaszaleć z kolorami;). Zaczynając haft po raz pierwszy narysowałam sobie linie, które ułatwiają wyszywanie!. Nigdy tego nie robiłam, bo zawsze żal było mi czasu. Niestety należę do osób, które nie lubią robić wykrojów, ale najlepiej od razu chciałabym coś szyć, wyszywać, bez wielu przygotowań. Brakuje mi na to cierpliwości :). Tym razem sama przekonałam się, że linie pomagają w wyszywaniu! Choć akurat w tym hafcie trochę namieszały w efekcie końcowym, a dokładniej to namieszałam ja, gdyż numerując rzędy pominęłam rząd numer 9. Kto widział już ten wzór zorientuje się, że brakuje trzech napisów. Haftować miałam powoli, może nawet pół roku, więc kupiłam tylko kilka mulin i wyszywałam skacząc sobie po kanwie. Wszystko wyszyłam o wiele, wiele szybciej. Nie mogłam się oderwać od wyszywania, aż haft nie był skończony. O braku rzędu nr 9 zorientowałam się dopiero w połowie wyszywania... całe szczęście, że to tylko napisy odpadły, bo przeżyłam chwilę grozy ;).




























Niech Was nie zmyli róż. Haft powstał na białej kanwie.


A teraz jeszcze więcej słodkości. Chodzą te słodkie rzeczy za mną ostatnio jak nie wiem! Od czasu do czasu, muszę, no po prostu muszę zjeść coś na słodko;). Kiedyś pisałam o placuszkach z jabłkami, a dziś będzie o plackach bananowych. Oto przepis.

Składniki

2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka kefiru ( raczej potrzeba dodać więcej kefiru lub mniej mąki)
2 jajka
2 banany
1 opakowanie cukru waniliowego
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki sody
olej do smażenia

Sposób przygotowania
Żółtka utrzeć z cukrem waniliowym, dodać kefir, mąkę i sodę. Składniki wymieszać. Banany obrać, pokroić w drobną kostkę, skropić sokiem z cytryny. Wymieszać z ciastem. Ubić pianę z białek. Połączyć ją delikatnie z ciastem. 
Ciasto kłaść na rozgrzany olej, formując płaskie placki. Smażyć z obu stron na złoty kolor. Podawać polane płynnym miodem. 


Jakiś czas temu dostałam także wyróżnienie od Justyny


Justynko, bardzo Ci za nie dziękuję:). Mam napisać prawdy o sobie (nie koniecznie te dobre). Jedną z nich jest z pewnością to, że średnio nadaję się do tego typu zabaw. Nagle nie wiem co miałabym napisać, więc z pewnością złamię wszystkie zasady związane z tym wyróżnieniem. Napiszę tylko o moim wspomnianym braku cierpliwości do wykrojów wszelkiego rodzaju, a jednoczesnym posiadaniem cierpliwości do szycia, a nawet prucia, tego co źle uszyłam (co można było na ogół uniknąć np. robiąc wykrój - może czas się czegoś nauczyć!). Następną zasadę z nominacjami też łamię. 

Nastał u nas czas malowania, układania podłogi i innych tego typu rzeczy. Mój pokoik do szycia (a także sypialnia i pokój Madzi) w końcu zaczną jakoś wyglądać;). Ja również nie próżnuję. Maluję, pomagam w układaniu i ogólnie cieszę się, że coś się dzieje:).

Dziękuję wszystkim osobom, które zapisały się na Candy i oczywiście jeszcze zapraszam. Postaram się wszystkich Was poodwiedzać w wolnej chwili.

Wiosna, wraz ze swoim przyjściem, dodała mi energii. Mam nadzieję, że Wam też:). 
Pozdrawiam i do następnego napisania:).

niedziela, 11 marca 2012

Candy, candy

Dzisiaj zapraszam wszystkich do mnie na candy. Podstawowy powód zorganizowania go, to moja rocznica w blogowym świecie. Pełny roczek, od napisania pierwszego posta, minął już jakiś czas temu. Zamiar podarowania Wam czegoś ode mnie miałam już wcześniej, ale udało się go zrealizować dopiero teraz. Lepiej późno niż wcale;).

Z całą pewnością mogę powiedzieć, iż cieszę się z tego, że zaczęłam pisać bloga. Może nie robię tego tak często jakbym chciała, może czasem nie mam też wielkiego natchnienia na napisanie czegokolwiek, ale mam nadzieję, że z czasem będzie widać w tym względzie tylko poprawę. 

Teraz już o nagrodzie. Co nią jest?
Z racji tego, że trochę szyję, do wygrania będzie patchworkowa poszewka zawiązywana na troczki.


Zasady wzięcia udziału w candy są takie jak zwykle.
O chęci posiadania poszewki proszę napisać w komentarzu pod postem. Osoby prowadzące bloga proszone są o wklejenie podlinkowanego, powyżej zaprezentowanego, zdjęcia. Osoby, które blogów nie mają niech podadzą swojego emaila.
Losowanie odbędzie się 15 kwietnia. Zapisy zaś potrwają do północy 14 kwietnia.


Pozdrawiam i "do zobaczenia" niebawem :).

poniedziałek, 27 lutego 2012

Moda ciążowa i baletowa

Dzisiaj będzie krótko i na temat. Odwrotnie niż w tytule posta, pierwsza będzie moda baletowa. Baletnicą została moja Madzia na balu przebierańców, na który wybraliśmy się w ostatnią niedzielę karnawału. Myślałam, że pierwszy taki bal moje dziecko zaliczy w przedszkolu i wtedy będzie czas na wymyślanie różnych przebrań, ale okazało się, że już wcześniej musiałam o tym pomyśleć. Przebranie powstało dość szybko. Spódniczka TuTu, bez szycia, zrobiona zgodnie z instrukcjami znalezionymi na różnych blogach. Tiul pocięty w paski, przywiązany do gumki. Opaska do kompletu, baletki i tak oto moja baletnica gotowa była na swój pierwszy w życiu bal :).



A teraz czas na modę ciążową. Z racji tego, że ostatnimi czasy zaokrągliłam się tu i ówdzie i w coraz mniej rzeczy się mieszczę, musiałam uszyć dla siebie odpowiednią spódnicę. Wykrój spódnicy pochodzi z najnowszej Burdy 2/2012. Szyje się ją łatwo i szybko. Jest też bardzo wygodna. Jedynym problemem jest materiał, który wybrałam... już widzę, że ma skłonność do mechacenia się. W każdym bądź razie na pewno powstanie następna taka sama, w bardziej wiosennym kolorze :). Materiał już skrojony czeka na szycie, a i do spodni się przymierzam... także dalszy ciąg mody ciążowej nastąpi niebawem.




Pozdrawiam wszystkich odwiedzających, czytających, oglądających, podglądających, a przede wszystkim komentujących :).

wtorek, 14 lutego 2012

Czerwono i sercowo

Dzisiaj będzie u mnie trochę czerwono i sercowo. Wiem, że dużo tej czerwoności wokoło i niektórych może już denerwują te wszystkie serca, serduszka, wyznania, piosenki i inne przejawy Walentynek. Ileż można tak krzyczeć o tej miłości? I to tylko tego jednego dnia? I to w taki komercyjny sposób? Muszę przyznać, że mnie na ogół święto to także nie napawało jakiś większym entuzjazmem. Choć nie powiem miło było dostać kwiatka, czy też życzenia. 
W tym roku jednak obchodzę Walentynki :). Może nawet nie dokładnie dzisiaj, ale obchodziłam je z mężem w niedzielę. Nie było żadnych prezentów, ale spotkanie, a dokładnie randka. Niby nic wielkiego, ale tak mi się wydaje, że w małżeństwie, szczególnie od czasu, gdy pojawią się dzieci, bardzo trudno o takie "wypady". Wcześniej każde spotkanie można było nazwać randką. Potem, gdy pojawiają się dzieci, rachunki i cała masa innych spraw, gdy jeden dzień podobny jest do drugiego, coraz ciężej o wygospodarowanie czasu  tylko dla siebie. Walentynki zmobilizowały nas trochę  do tego, aby "sprzedać" Madzię i pojechać do jednej z naszych ulubionych knajpek. Strasznie lubię, gdy od czasu do czasu uda nam się pobyć gdzieś razem. Nie koniecznie w domu (choć i w domu można przecież spędzić miło wieczór). Będąc w domu ciężej jest mi jednak wyłączyć się od spraw codziennych. Gdzieś tam w głowie wciąż pojawiają się myśli o prasowaniu (gdy przechodzę akurat obok kosza z dopiero co ściągniętym praniem), czy też o umyciu podłogi, gdy zauważę, że nie wygląda już najlepiej. W knajpce, te migające gdzieś w głowie okienka zamykają się i jest czas na prawdziwą rozmowę o uczuciach, marzeniach, planach, czy też na wspomnienia.

Jeśli chodzi o szycie, to pokażę Wam poduszkę, którą ostatnio uszyłam. Walentynkową, a jakże:).


W niedzielę udało nam się także pójść na spacer. W końcu mróz był niezbyt wielki, słońce świeciło, a nikt z naszej rodziny nie chorował :). 



Pozdrawiam wszystkich ciepło i pomimo jakichkolwiek sprzeciwów, walentynkowo :)

wtorek, 7 lutego 2012

Wszystkiego po trochu

Na początku dziękuję bardzo za pozytywne komentarze dotyczące naszej kuchni, a przede wszystkim pieca. Miło słyszeć (czytać), że Wam się podoba :). Muszę przyznać, że mnie też! Gdyby nie było go w naszej kuchni, na jego obecnym miejscu kiedyś stanąłby kredens. Piec jednak stoi, a i kredens się pojawi, ale znajdzie już swój kącik w salonie:). 
Ostatnio jesteśmy uziemione z Madzią w domu. Wychodzić możemy, a jakże, ale gdzie tu iść w taki mróz? Wychylamy nosy z domu tylko na chwilę, a gdy zrobią się już za bardzo czerwone szybko wracamy do domu :). Auto nie ruszy, więc nawet gdybyśmy nabrały ochotę na przejażdżkę do sklepu i tak nie możemy tego uczynić. Dłuższy spacerek z Madzią w taki mróz odpada.  "Idzie luty podkuj buty" - teraz nikt nie powie, że w tym roku zimy nie było! :). 

A w domu troszeczkę sobie dogadzamy kulinarnie. Posłodzimy sobie to i owo i już jest lepiej:).
Jemy np. takie słodkie placuszki. Miały być racuchy, ale za dużo z nimi roboty, a natchnienia do gotowania nie miałam, więc powstały zamienniki. Placuszki powstały z jajka, z którego ubijamy pianę, dodajemy mąkę, mleko i żółtko, miksujemy i smażymy z plastrem jabłka na patelni. Szybkie, a dobre :). Polecam, gdy komuś braknie chęci do dłuższego stania przy kuchni :). 


Jakiś czas temu dostałam przesyłkę od Uli z Anielskiego Zakątka . Worek z nadrukiem. Wygrałam go w zorganizowanej przez Ulę zabawie w "łapanie licznika". Licznik złapałam trochę przez przypadek, ale takie przypadki mogą mi się zdarzać :).  Ulu, jeszcze raz, bardzo Ci dziękuję :).




A na koniec jeszcze druga tura imiennych zawieszek :).









Pozdrawiam wszystkich zaglądających :). Dobrze wiedzieć, że ktoś podczytuje i podgląda to co czasem w tym wirtualnym świecie pokazuję :).